Moda na zjawiska o obco brzmiących nazwach trwa w najlepsze. Na pewno Wy też zetknęłyście się już z hygge, lagom, kaizen i im podobnymi. Co kryje się za tymi, na pierwszy rzut oka dziwnymi, określeniami? Czy można zaczerpnąć z nich coś dla siebie? Specjalnie dla Was zgłębiłam wiedzę na ten temat. 

HYGGE 

Hygge to najprościej mówiąc przyjemne, ulotne chwile, w których czujemy się błogo, jest nam ciepło, miło i bezpiecznie. Jeśli coś jest hyggelit, na przykład dom, to oznacza to mniej więcej tyle co po polsku „przytulny”.  

Termin powstał w Danii, która od lat znajduje się w czołówce rankingów na najszczęśliwsze miejsce do życia. Mimo kiepskiego klimatu i mało zróżnicowanych krajobrazów, Duńczycy potrafią cieszyć się życiem i doceniać to co mają. Podobno to właśnie hygge jest za to odpowiedzialne, umiejętność stworzenia przestrzeni i chwili w których czują się dobrze. Może to być pyszny obiad, 15 minut z książką na hamaku, odcinek ulubionego serialu co wieczór oglądany w ciepłych skarpetach i z herbatą w dłoni. 

Co z tego możesz wziąć dla siebie? 

Podoba mi się idea poszukiwania małych przyjemności. Chwil, które mimo że zwyczajne, stanowią odskocznie od naszej codzienności, nie wyrywając nas jednocześnie z niej zbyt brutalnie. Kup kilka świeczek, które będziesz zapalać wieczorami. Zastanów się jakie napoje i posiłki sprawiają, że uśmiechasz się na samą myśl o nich. Przy łóżku połóż mięciutki dywan, na który codziennie rano po przebudzeniu będziesz stawiać stopy i zainwestuj w ciepły szlafrok, którym się otulisz. Naucz się żyć tu i teraz, usiądź czasem na balkonie, wystaw twarz do słońca i przez kilka minut ciesz się z tego, że jest Ci po prostu przyjemnie. To trochę jak wstęp do medytacji, o którym pisałam tutaj

1. ŚWIECZNIK Iittala | 2. KUBEK Kristoff | 3. KSIĄŻKA “Hygge” Marie Tourell Soderberg

SISU

Od ciepłych, duńskich skarpet i kocyków, przechodzimy do fińskiego hartu ducha, czyli sisu. Jest Ci źle? Wszystko pod górę? Zamierzony cel jest jakby dalej zamiast bliżej? W takim razie to idealny moment, żeby zapoznać Cię z fińską filozofią życia. W trudnych momentach nie należy się rozklejać i poddawać. One są po to, żeby nas wzmocnić, żeby ostatecznie zwycięstwo smakowało jeszcze lepiej. Musisz poprawić fryzurę, podnieść głowę do góry i działać! Dwa razy mocniej! 

Finlandia to mały (około 6 mln mieszkańców) kraj o surowym klimacie. Już od najmłodszych lat jej mieszkańcy przystosowują się do tego, że nie będzie lekko. Noworodki nawet zimą drzemią na dworze w wózkach, siedmiolatki same wracają ze szkoły do domu, a nastolatki szykują się do wyprowadzki od rodziców. Na porządku dziennym jest morsowanie (kąpiele w lodowatym jeziorze zimą) i wyjeżdżanie na wakacje na odludzie, gdzie nie ma supermarketów i udogodnień. Trzeba umieć rąbać drzewo, rozpalać ognisko, nie bać się robactwa 😉 

Sisu to dobieganie do mety kiedy nogi masz już jak z waty, to kończenie projektu o trzeciej nad ranem mimo że oczy same Ci się zamykają, to kąpiel w zimnym jeziorze zimą. Sisu to pokonywanie swoich słabości. 

Co z tego możesz wziąć dla siebie? 

W życiu łatwo przychodzi może jedna rzecz na dziesięć. JEDNA! A o całą resztę trzeba walczyć. Nie tylko Ty tak masz. Po prostu im bardziej potrafisz walczyć, im bardziej jesteś wytrwała/wytrwały i im lepszy i bardziej precyzyjny masz plan, tym lepiej. Za każdym razem kiedy nic Ci nie idzie, masz wrażenie, że wszystko i wszyscy są przeciwko Tobie, zapal świeczkę, wypij herbatkę, a potem wstań i walcz! Szukaj rozwiązań, otwieraj drzwi, które wydawały się zamknięte, zaciskaj zęby i nie użalaj się nad sobą. Zwycięstwo jest tuż za rogiem, Finowie o tym wiedzą! 

LAGOM

Przenosimy się do Szwecji. Tam króluje lagom. Oznacza, że coś (lub czegoś) jest w sam raz, akurat, dokładnie tyle ile potrzeba. To także życie w zgodzie z naturą, zmieniającymi się porami roku. To nie przejściowy trend, a filozofia życia, którą w Szwecji widać na każdym kroku. Od razu po przyjeździe do tego kraju zauważamy przejawy lagom na przykład w architekturze. Królują skromne, w większości drewniane domy. Mniej majętni Szwedzi mieszkają w niedużych „drewniakach”, ci którym wiedzie się lepiej nie stawiają pałaców, a podobne domki tylko nieco większe, często z dostępem do morza czy jeziora. Następnie zauważamy, że nie ma tutaj na każdym rogu sklepu spożywczego, a jedynie kilka mniejszych i większych marketów – bo właśnie tyle potrzeba, po co więcej

Lagom może odnosić się właściwie do wszystkiego. W każdej dziedzinie życia można poszukiwać złotego środka i naszego „w sam raz”. Zaczyna się w takich drobiazgach jak odpowiednia temperatura w mieszkaniu (nie za ciepło, nie za zimno), funkcjonalne przedmioty w mieszkaniu (kto nie wie, niech zajrzy do IKEA 😉 ) czy czytanie książki 30 minut dziennie, a kończy na powściągliwości wobec obcych czy ostrożnym okazywaniu uczuć rodzinie. 

Co z tego możesz wziąć dla siebie? 

Odrobinę zdrowego rozsądku. Zanim coś wyrzucisz, pomyśl, czy ktoś inny tego nie potrzebuje albo czy nie możesz tego na coś przerobić. Zanim kupisz nowe ubranie czy trzeci puder matujący, zastanów się czy faktycznie są Ci potrzebne. Przyznaję, że sama jestem maksymalistką i trudno mi czasem znaleźć złoty środek. Mam tendencje do otaczania się dużą ilością rzeczy, wiedzy, informacji, które mnie interesują. Znalazłam jednak swój złoty środek. Jeśli w jednej dziedzinie życia mam zbyt dużo (na przykład ostatnio kocham kwiaty i kupuję ich naprawdę sporo), to w innej, która aktualnie jest mniej istotna staram się oszczędzać podwójnie. Na przykład kupuję mniej książek, wypożyczam je z biblioteki, żeby zostawić miejsce dla zieleni 🙂 

SKOGLUFT 

Skoro jesteśmy przy zieleni, to opowiem Ci teraz o norweskim sposobie na ekologiczne wnętrza. I obiecuję, że potem wyprowadzimy się już ze Skandynawii 😉 . 

Jorn Viumdal w swojej książce „Skogluft. Mieszkaj zdrowo” ubolewa nad tym, że w ostatnich czasach oddaliliśmy się od natury. Zamknęliśmy się w mieszkaniach, na betonowych osiedlach, popadliśmy w wyścig szczurów i nie dbamy należycie o swoje zdrowie. Oczywiście nie można nagle sprawić, że wszyscy wyprowadzą się do lasu czy nad rzekę, ale warto wprowadzić nieco przyrody do naszych gospodarstw domowych. Ja to zrobiłam i przyrzekam – czuję się o niebo lepiej! Każdego dnia wpatruję się w zieleń, wącham ją, dotykam i nawet mieszkając w centrum miasta, na trzynastym piętrze, czuję się jakbym miała kawałeczek prywatnego lasu. To właśnie zaleca autor książki – otocz się zielenią! Nie byle jaką jednak, jako najlepsze, najkorzystniejsze dla naszych pomieszczeń wymienia między innymi:

  • Skrzydłokwiat – kupimy go w większości sklepów z kwiatami.
  • Paprocie – są prawdziwymi pogromcami zanieczyszczeń, wymagają state wilgotnego, lekko zacienionego miejsca.
  • Zielistkę – łatwa w uprawie roślina, która neutralizuje prominiowanie z urządzeń elektromagnetycznych.
  • Bluszcz pospolity – łatwy w uprawie, nie przepada jedynie za pełnym słońcem.
  • Monstera – modna ostatnio, piękna, rosnąca nawet do ponad dwóch metrów roślina.

Rośliny potrafią pochłaniać i neutralizować szkodliwe dla nas substancje zawarte na przykład w smogu, spalinach samochodów. 

Żeby rośliny spełniały swoje zadanie, powinno być ich w pomieszczeniu jak najwięcej. Dokładnie studiujemy jakie warunki lubią, jak często należy je podlewać, które zraszać, które wolą suche środowisko. Przeważnie takie informacje otrzymujemy w sklepach, podczas zakupu. 

Co z tego możesz wziąć dla siebie? 

Zacznij od jednego egzemplarza, który najbardziej do Ciebie przemawia. Postaw go na biurku, tam gdzie najczęściej pracujesz albo przy łóżku. Przekonasz się, jak przyjemnie jest mieć nowe życie w domu, gwarantuję Ci, że będzie to początek większej kolekcji, a może nawet nowej pasji.

1. DONICZKA Umbra | 2. DONICZKA Eva Solo

KAIZEN

Tak jak obiecałam, uciekamy z chłodnej Skandynawii i przenosimy się prosto do Japonii. O kaizen pisałam już jakiś czas temu tutaj. Ta metoda jest szczególnie bliska memu sercu i stosowałam ją nie wiedząc nawet, że tak się nazywa. Najprościej mówiąc jest to metoda małych kroków. Mogą być naprawdę maleńkie, ale ważne, żeby je robić, żeby każdego dnia powoli przybliżać się do celu. Idealnie opisuje to zdanie z okładki książki Dr Roberta Maurera: „Na palcach. Bez gwałtownych ruchów. Spokojnie i delikatnie zadbaj o to, by żyć w wymarzonym świecie”. Ja bym jeszcze dodała „w swoim tempie”, bo dla jednych powoli to 40 minut aerobiku każdego dnia, kiedy chcemy schudnąć, dla innych to codziennie o kilka minut dłuższy spacer z psem. Ważne, żeby nie przestawać i stopniowo podnosić poprzeczkę. Dlaczego kaizen działa? Najczęściej zmiany, szczególnie te radykalne, budzą nasz lęk. Nawet jeśli zmieniamy coś na lepsze, to wiąże się to również ze zmianą dotychczasowych nawyków, przyzwyczajeń. Tymczasem metoda kaizen działa delikatnie, daje czas na oswojenie się z nową rzeczywistością, prawie tego nie zauważamy. Dopiero za pół roku czy rok, kiedy jesteśmy już hen daleko, oglądamy się i myślimy „kurczę, kiedy udało mi się to wszystko zrobić?”. 

Co z tego możesz wziąć dla siebie? 

Postaraj się wprowadzić w życie, już teraz za chwilę jakąś małą zmianę. Marzysz o tym, żeby wcześniej wstawać? Nastaw budzik o minutę wcześniej niż zazwyczaj. Później kolejną, kolejną… Chcesz codziennie czytać książkę? Zacznij od tego, że jutro po prostu weźmiesz jakąś do ręki i przekartkujesz. Pojutrze przeczytaj kilka linijek. Po miesiącu sięganie po książkę wejdzie Ci w nawyk. 

IKIGAI 

Ikigaito japoński przepis na szczęście. A skoro blisko 75% Japończyków deklaruje, że są szczęśliwi, to warto zgłębić jego tajniki. Ikigai to w wolnym tłumaczeniu „powód do życia”, to właśnie odnalezienie go sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. Żeby go odnaleźć, powinnyśmy odpowiedzieć sobie na cztery pytania:

  • Co kocham?
  • W czym jestem dobra/dobry? 
  • W jaki sposób mogę zarabiać? 
  • Czego potrzebuje świat i co ja mogę mu dać? 

Nasze odpowiedzi na te pytania tworzą obszary. Przekątne tych obszarów to właśnie nasze ikigai, co świetnie ilustruje ten rysunek . Nie martw się i nie stresuj, jeśli trudno Ci znaleźć swoje ikigai. Nikt nie odnajduje go z dnia na dzień. Potrzeba na to wiele czasu, cierpliwości i przemyśleń. Nawet jak już wiesz, czym chcesz się zajmować, to będziesz miała/miał gorsze chwile. To absolutnie normalne. Bądź cierpliwa/cierpliwy i powoli dąż do obranego celu. 

Co z tego możesz wziąć dla siebie? 

Zanim odnajdziesz swoje ikigai, pisarz Ken Mogi sugeruje, że możesz zrobić kilka innych rzeczy, które uczynią Cię szczęśliwszą/szczęśliwszym. To dobry początek. 

  • Wyrób sobie poranne rytuały – możesz tutaj włączyć kilka rzeczy z listy „co kocham”, czyli na przykład kawa wypita na tarasie, długi spacer albo chłodny prysznic. 
  • Ciesz się każdą chwilą – to bywa trudne bo życie codzienne jest całkiem zwyczajne, ale postaraj się dostrzegać pięknie pachnące kwiaty, miłą rozmowę z przyjaciółką, czy rześki spacer po deszczu (albo wróć do punktu o hygge!) 
  • Znajdź swoje hobby – to nie takie trudne. Nawet w tym artykule znajdziesz kilka inspiracji, na przykład opieka nad kwiatami, czytanie książek, a może morsowanie. 

I jak? Czy któryś z wymienionych sposobów na życie przemawia do Ciebie? A może wszystkie? Ja uważam, że warto z każdego wziąć dla siebie po trochu. 

Przeczytaj: