Każda z nas chce czuć, że o siebie dba. Ale co właściwie znaczy „zadbana kobieta” w XXI wieku? Czy istnieją jeszcze kanony urody? Jak znaleźć równowagę między pielęgnacją urody a byciem sobą? I czy te dwa aspekty muszą się stać w opozycji do siebie? Sprawdź, co ja na ten temat myślę i koniecznie dać znać na temat swoich refleksji w komentarzach pod tym wpisem!

Kanony kobiecej urody, czyli kto jest piękny?

Kanon urody to wzór piękna, jego wyśniony ideał. Rodzaj odniesienia do jakiego społeczeństwo (przynajmniej w teorii) pragnie dążyć i jaki osiągnąć. Chociaż z kanonami piękna jest jak z gustami (każdemu podoba się co innego i nie sposób określić, czyja opinia jest bardziej wartościowa), to jednak w każdym odcinku czasu, od zarania ludzkości, moda się zmienia. Nie tylko ta dotycząca sposobu ubierania się, ale też tego, co jest bardziej pożądane. W przypadku kobiecego wyglądu, czasem to szerokie biodra, a czasem chłopięce. Czasem krótkie włosy, a czasem sięgający pasa warkocz, małe piersi albo wręcz przeciwnie – duże. Jeśli prześledzisz sposób, w jaki kanony urody (nie tylko damskiej) modyfikowały się przez wieki, zauważysz, że każda kolejna moda, podobnie jak w przypadku fasonów ubrań czy architektury, zawsze związana była ze zmianami społecznymi, z nowym stylem życia, okolicznościami, w jakimi przyszło ludziom żyć.

Zmiany kanonów urody często wiązały się ze zmianami w stylu życia społeczeństw. To okoliczności często dyktują, co jest piękne, a co za takie nie uchodzi.

Przykładowo w prehistorii liczyło się ciało zdolne do reprodukcji, czyli pełne, krągłe, z szerokimi biodrami i dużym biustem, zdolnym wykarmić liczne potomstwo. Z kolei w średniowieczu popularny był przede wszystkim znany nam z ikon i malowideł ascetyczny typ urody z wątłą kibicią i bladą cerą. Cielesność pozostawała wtedy na drugim planie, za takimi przymiotami ducha, jak skromność, bogobojność, prostota. W baroku znów powrócono do krągłych, apetycznych figur kobiecych i zaróżowionych zdrowo policzków, a o uciechach, których źródłem było ciało, chętnie opowiadali w swojej twórczości ówcześni artyści. Dwudziestolecie międzywojenne wylansowało modę na figury chłopięce, bez zaznaczonych bioder (po podkreślano dodatkowo strojami z obniżoną talią). Kobiety zaczęły się wtedy emancypować, uprawiać sport, jeździć samochodem. Lata 40. i 50. XX wieku przyniosły modę na sylwetki kobiece, podkreślane odpowiednim strojem (przede wszystkim garsonką z kolekcji New Look Diora). Tu duży wpływ z pewnością odegrał koniec wojny i chęć podkreślenia swojej kobiecości bo piekle biedy i trosk o życie. W latach 60., zgodnie z duchem tej szalonej i pełnej różnego rodzaju rewolucji epoki, pojawił się spory dysonans – z jednej strony zmysłowo krągła Brigitte Bardot, z drugiej szczupła topmodelka Twiggy. Od tamtej pory kanony kobiecej urody zaczęły się mieszać (podobnie jak liczne estetyki, style życia społeczeństwa, pragnienia poszczególnych jednostek). Na wybiegach jednak aż do tej pory wciąż pojawiały się przede wszystkim szczuplutkie modelki w rozmiarze XS. A jak to wygląda dziś?

1. KSIĄŻKA “13 rzeczy, których nie robią silne psychicznie kobiety” A.Morin
2. KSIĄŻKA “Nie taka dziewczyna” L.Dunham | 3. KSIĄŻKA “Kobieta i mężczyzna. O mistyce ciała” F. Hadjadj
4. KSIĄŻKA “SamoDzielna kobieta. O dojrzewaniu do zmian” J.Santorski

Współczesny kanon urody

Zajrzyj na Instagram, do jakiegokolwiek katalogu z modą, do kolorowego pisma pełnego reklam. Co widzisz? Zmieniające się jak w kalejdoskopie typy kobiecej urody, od fit sportsmenek, przez filigranowe maleństwa aż po dziewczyny a la Kim Kardashian – z pełnymi biodrami i talią tak wąską, że niemal można ją objąć jedną ręką. Co więcej, coraz chętniej zarówno reklamodawcy i influencerki, jak i „zwyczajne” użytkowniczki internetu mówią o hołubieniu swoim niedoskonałościom, „mankamentom”, temu z czym jeszcze niedawno walczyło się za pomocą kryjących podkładów i katorżniczych diet. Gwiazdy pokazują się bez makijażu, rośnie w siłę trend smart aging, polegający na akceptacji upływającego czasu i pojawiających się na twarzy zmarszczek. 

Dziś prym wiedzie przede wszystkim idea body positive czyli dumy z własnego ciała, bez względu na jego wygląd i rozmiar. Dziś kobiety na całym świecie, zmęczone dostosowywaniem się do narzuconych z góry standardów, chcą być sobą i nosić się tak, jak lubią. To wbrew pozorom nie oznacza, że wszystkie zamieniamy się w Alicię Keys, która oficjalnie zapowiedziała, że nigdy więcej się nie pomaluje. To oznacza, że wreszcie, po raz pierwszy tak bardzo świadomie, podejmujemy wybór: czy chcemy wyjść z domu saute, czy mamy ochotę na makijaż. A jeśli tak, to na jaki – niezależnie od tego, co mówią specjaliści z pism dla kobiet i inne „gadające głowy” 😉

Kobiety coraz częściej podkreślają, że ubierają się przede wszystkim dla siebie. Nie chcą już trafiać w niczyje gusta, tylko wyrażać siebie. Jeśli nie chcą, to się nie depilują, a jeśli mają taką potrzebę, to robią sobie trwałą, laserową depilację. Nie pytają nikogo o zdanie w kwestii robienia tatuażu, ogolenia głowy na zapałkę, zrobienia piercingu czy powiększenia sobie ust. 

My kobiety same chcemy dziś decydować o sobie. Ubieramy się dla siebie, malujemy kiedy chcemy. Żyjemy i wyglądamy tak, jak lubimy.

Noszą się tak jak lubią. Wśród najpiękniejszych kobiet na świecie wymieniane są nie tylko Scarlett Johanson, aktorka o typie urody przypominającym gwiazdy Złotej Ery Hollywood, ale też chorująca na bielactwo Winnie Harlow czy nosząca rozmiar L Rihanna. Nie ma jednego ideału. Od wyglądu liczy się nasze samopoczucie, pewność siebie. Ale z drugiej strony nikt też nie piętnuje tych kobiet, które lubią poświęcać czas na pielęgnowanie urody. Żyjesz tak, jak lubisz – po prostu. 

Być kobietą… w 2020 roku

No właśnie – bycie sobą nie musi oznaczać rezygnacji z dbania o urodę i korzystania do woli z zabiegów medycyny estetycznej. Możliwość decydowania o sobie oznacza przecież absolutną wolność w dysponowaniu swoim wyglądem, pieniędzmi i możliwościami. Jeśli taka jest Twoja wola i pomysł na siebie, możesz robić, co tylko chcesz: manicure hybrydowy, przedłużanie włosów, zagęszczanie rzęs, laminowanie brwi, wypełnianie kwasem hialuronowym, botoks, karboksyterapię, masaże wyszczuplające. Do wyboru, do koloru. A jeśli lubisz się taką jaką jesteś, bez żadnych poprawek, bez zaawansowanych zabiegów w gabinetach medycyny estetycznej? Świetnie, nie musisz nawet malować rzęs. Nikt Cię do tego nie zmusi – żadnymi sugestiami, że zadbana kobieta nie wychodzi z domu bez makeupu. To było, jak to w powiedzeniu, dawno i nieprawda. 

Kim jest zadbana kobieta w 2020 roku? Podsumujmy. To przede wszystkim kobieta, która jest pewna swojej wartości i wie, co lubi. Dba o siebie w takim stopniu, jaki jej pasuje i stawia na to, co odpowiada jej osobowości i typowi urody. Kocham obserwować to, jak współczesne kobiety bawią się trendami, w jak skuteczny i ciekawy sposób traktuję modę jako narzędzie swojej ekspresji. W końcu dla takich osób jak Ty tworzę ten portal od tylu lat! Możesz na nim poczytać o tym, jak zastosować urodowe triki na co dzień, jak pielęgnować cerę i włosy, jakie zabiegi są warte uwagi i które kosmetyki serdecznie Ci polecam. A jeśli nie masz ochoty robić więcej, niż przeczesanie włosów grzebieniem i umycie zębów? To jest OK. Ważne, żebyś Ty się z tym dobrze czuła!

1. KSIĄŻKA “Ja, Kobieta” C.Diaz | 2. KSIĄŻKA “Całe szczęście jestem kobietą” Stano i Gąsiorowska
3. AUDIOBOOK “12 sekretów kobiet, które osiągnęły sukces” G.McMeekin
4. KSIĄŻKA “Mistrzyni majsterkowania” A.Meyer

Pielęgnowanie wewnętrznej bogini

Co szczególnie wyróżnia współczesne zadbane kobiety? Zacznijmy od tego, że nie chciałabym ich jakość specjalnie kategoryzować, bo – jak już napisałam na samym początku – społeczeństwo jest zbiorem jednostek, różniących się od siebie wszystkim, łącznie z podejściem do estetyki. Jednak myślę, że istnieje wspólny klucz, który dostrzegam, obserwując swoje koleżanki i czytelniczki. My, zadbane kobiety w 2020 roku mamy coraz większą świadomość obecności swoich wewnętrznych Bogiń, które bywają zmienne, kapryśne, nawet liczne – ale należą do nas i składają się na naszą spójną, niepowtarzalną osobowość. Dzięki ich podszeptom potrafmy postawić znak równości miedzy naszym powierzchownym pięknem a intelektem i wrażliwością. Pielęgnowanie wewnętrznej Bogini może polegać w takim samym stopniu na spełnianiu zachcianek z pozoru próżnych („Chcę pięknie wyglądać, podobać się sobie i innym!”), jak i na rozwoju intelektualnym („Chcę być oczytaną osobą”). Nigdy nie daj sobie wmówić, że jesteś gorsza, bo lubisz krótkie spódniczki albo wręcz przeciwnie – kochasz spędzać czas z nosem w książce i stylizacja włosów to dla Ciebie związanie ich w kucyk. Pamiętasz film „Legalna blondynka”? W prosty sposób uzmysławia, że nie warto sądzić po pozorach 🙂

Jesteś najdoskonalszym wcieleniem piękna ze wszystkimi jego przejawami. Akceptuj i pokochaj siebie i ciesz się z emanowania swoją kobiecością. Wrażliwą i delikatną, silną i zdecydowaną, rozsądną i spontaniczną, prosto od fryzjera albo z miesięcznym odrostem. Zawsze pamiętam słowa George’a Bernarda Shaw: „Kobieta w swej zmienności jest stała jak wodospad”. Zgadzasz się z tym?

Najpiękniejszy w byciu kobietą w dzisiejszych czasach jest wybór. Same możemy zadecydować o tym, jakie chcemy być i dopieszczać tę z swoich wewnętrznych bogiń, jakiej chcemy w danej chwili poświęcić uwagę. A jak Ty rozumiesz definicję zadbanej kobiety? Chętnie posłucham Twojego zdania na ten temat!