Zero waste to styl życia, który zakłada generowanie jak najmniejszej ilości odpadów. Segregujemy śmieci, nie pakujemy w plastik, kupujemy jak najmniej i jak najbardziej naturalnie. To bez dwóch zdań świetny kierunek, ale chciałabym się podzielić z Wami wątpliwościami z nim związanymi. Opowiem o kilku rzeczach, które nie do końca mnie przekonują. 

1. Wielorazowy papier toaletowy

U nas jeszcze mało popularny, ale w USA podobno robi prawdziwą furorę. Może na początku wytłumaczę o co chodzi. W ubikacji, zamiast rolki jednorazowego, klasycznego papieru wieszamy taką materiałową, wielorazową rolkę. Ewentualnie możemy kupić albo zrobić ze starych ubrań  kolorowe, nieduże szmatki. Po użyciu wrzucamy je do specjalnego pojemnika albo po prostu do brudnych ubrań. Zwolennicy tego rozwiązania cieszą się z oszczędności finansowych i rzecz jasna, z mniejszego zużycia klasycznego, bielonego papieru. Poza tym „szmatki” są biodegradowalne, hipoalergiczne i wymienia się je raz do roku albo rzadziej. W kwestii higieny najczęściej argumentują, że przecież bielizny też nie wyrzucamy po jednym użyciu. 

Sceptycy jednak cytują wypowiedzi naukowców, a te jednoznacznie mówią, że w moczu i kale są niebezpieczne dla naszego zdrowia bakterie, które powinny być jak najszybciej usunięte z naszej przestrzeni, a już na pewno nie mogą leżeć kilka dni w towarzystwie innych ubrań. Taki papier powinien zostać od razu uprany w wysokiej temperaturze, a najlepiej zdezynfekowany, to z kolei łączy się z używaniem większej ilości wody. Może więc lepszym rozwiązaniem jest kupowanie takiego na przykład ekologicznego papieru

2. Szafa kapsułkowa 

Szafa kapsułowa składa się z niewielkiej ilości ubrań (około 20 sztuk), które wzajemnie do siebie pasują. W wydaniu zero waste są w niej najczęściej rzeczy uszyte z naturalnych materiałów (len, organiczna bawełna), zgodnie z zasadami fair trade. Capsule wardrobe, bo tak brzmi jej angielska nazwa, nie jest nieodłącznym elementem zero waste, ale często występują w parze. Znasz moje podejście do mody i wiesz, że mam w szafie o wiele więcej rzeczy. Nigdy w tej dziedzinie nie będę minimalistką i nie ograniczę się do kilkunastu sztuk (choć podziwiam i lubię obserwować minimalistów), ale mam kilka innych sposobów na niemarnowanie ubrań i szanowanie pracy ludzi, którzy je produkują. Przede wszystkim zastanawiam się nad tym co kupuję. Wybieram tylko ubrania, którym naprawdę nie potrafię się oprzeć i które pasują do tego co już mam, będą tworzyć ciekawe zestawy bez konieczności dokupowania nowych. Stawiam na wielozadaniowość, w tych samych rzeczach chodzę na imprezy, i na ulicę, zmieniam tylko dodatki. Nigdy nie wyrzucam ubrań. Jeśli „wietrzę szafę”, to wiele rzeczy sprzedaję albo oddaję znajomym, żeby mogły dalej służyć. Tobie też radzę sprzedawać na Vinted czy choćby na OLX. Pamiętaj też o schroniskach dla zwierząt, które przyjmują na przykład starą (nie puchową) pościel. Jeśli coś jest zniszczone czy sprane, tnę to na kawałki i używam jako ściereczki do kurzu, a na koniec wyrzucam do segregowanych odpadów. Więcej o tym pisałam tutaj

Nie wyrzucaj ubrań. Możesz je sprzedać, oddać, przerobić na coś innego albo zanieść do schroniska dla zwierząt. 

1. BLUZKA Brixton | 2. SUKIENKA Ralph Lauren

3. Kosmetyki domowej roboty

Tutaj nie jest tak, że jestem totalnie na nie. Podoba mi się ta idea i na pewno kiedyś wypróbuję pomadkę z buraka albo bronzer z kakao, ale uważam, że nie wszystko i nie każdego dnia powinno być domowej roboty. Przede wszystkim takie kosmetyki szybko się psują i trzeba uważać nosząc je na przykład w torebce w upał. Poza tym nie są tak skuteczne i trwałe jak te wyprodukowane w laboratoriach i testowane dermatologicznie. Zimą na pewno sprawdzi się tusz do rzęs na bazie oleju kokosowego i węgla, ale latem istnieje uzasadniona obawa, że po dwóch godzinach znajdzie się na policzkach. Jest jeszcze jeden ważny czynnik przemawiający za tym, żeby nie robić wszystkiego samemu – czas. Żyjemy w rzeczywistości, w której po prostu łatwiej i szybciej jest kupić gotowy produkt niż robić go samemu od podstaw. Jeśli jednak kupujesz tusz do rzęs, róż do policzków, czy krem do twarzy, to przeczytaj co ma składzie, czy nie był testowany na zwierzętach, zwróć uwagę na to z czego wyprodukowano opakowanie. Jeśli wahasz się między dwoma, to wybierz ten, który jest bardziej „fair”. Jest cała masa marek, które proponują świetnej jakości, ekologiczne kosmetyki, na przykład polski Mokosh , francuski Nailmatic, czy Anabelle Minerals i wiele innych. A dla ciekawych świata przepisy na wspomniane w tym punkcie kosmetyki 🙂 

Domowy tusz do rzęs 

1 łyżeczka oleju kokosowego 

1-2 kapsułki węgla (takiego z apteki, na zatrucia)

Puste opakowanie po tuszu do rzęs, umyte ciepłą wodą z octem

Wszystko dokładnie mieszamy i już 🙂 Możemy dodać odrobinę oleju arganowego. 

I jeszcze inny przepis, z jajkiem, ze strony zielonyzagonek.pl 

„Potrzebujesz:

2 tabletki węgla leczniczego

1 żółtko kurze z naturalnej hodowli (w tym wypadku lepiej sprawdzą się te z datą ważności, bo automatycznie będzie to data ważności twojej maskary, ewentualnie raz na jakiś czas powąchać tusz aby sprawdzić organoleptycznie jego przydatność do użytku)

1 kropla olejku lawendowego

 Tabletki wkładamy między papier i miażdżymy, uzyskany proszek wsypujemy do żółtka i mieszamy. Dodajemy olejek eteryczny i w ten sposób otrzymujemy maskarę. Aby ją przelać do pojemnika, weź zwykły worek wypełnij miksturą i przekłuj wykałaczką. Następnie przelej płyn do czystego pojemnika po starej maskarze. Dodatkowo przyda Ci się wykałaczka, ponieważ podczas nalewania maskara „bombelkuje”, jeśli masz pipetę jesteś na wygranej pozycji.”

Bronzer z kakao

Tutaj przepis jest dziecinnie prosty – zmieszaj mąkę ziemniaczaną z sypkim kakao. Proporcje dowolne, dostosuj je do swojego koloru cery i tego co lubisz. W wersji dwuskładnikowej wyjdzie chłodny odcień, jeśli chcesz go ocieplić, dodaj cynamon 🙂 

Pomadka z buraka

Zalej kilka plastrów surowego buraka płynnym olejem kokosowym i odstaw na kilka godzin. Możesz dodać odrobinę kropli z witaminą C. 

4. Mycie zębów sodą oczyszczoną  

Sposobów na mycie i wybielanie zębów jest setki. W „Wysokich obcasach” możesz przeczytać ciekawy artykuł o tym jak to się zmieniało na przestrzeni lat. Wiesz, że starożytni wybielali zęby moczem (ten zwyczaj utrzymał się do XVIII wieku)? Hipokrates przepisywał swoim pacjentom pastę będącą mieszanką spalonej głowy jednego zająca i trzech myszy, przy czym z dwóch z nich przed spaleniem należało wyjąć jelita, pozostawiając koniecznie wątrobę oraz nerki. Nieco bliższą obecnym metodom była technika proponowana przez Koran. Zalecała oczyszczać zęby gałązkami drzewa arakowego i często płukać usta naparem ziołowym. Czytając o tych często przedziwnych metodach, soda wydaje nam się banalna i super bezpieczna. Wiele osób myje nią zęby na co dzień, mieszając na przykład z olejem kokosowym. Niektórzy stosują od czasu do czasu kiedy chcą wybielić zęby. Specjaliści ostrzegają jednak, że soda nie ma właściwości wybielających, a jedynie ścierające. Często stosowana niszczy szkliwo, a jak wiadomo to szybko prowadzi do próchnicy. Co zatem zrobić? Dentyści zalecają mycie zębów delikatną pastą i ograniczenie spożycia cukrów, bo to one najbardziej szkodzą zębom. 

5. Metalowe słomki  

Metalowe i szklane słomki są lepsze od plastikowych, to nie podlega dyskusji, ale czy w ogóle musimy używać słomek? Bo jakie by nie były, to po postu kolejna rzecz na naszej planecie, która nie jest niezbędna. Podobnie wygląda sprawa z jednorazowymi talerzami i sztućcami. Są momenty, w których musimy ich używać, na przykład jedząc w plenerze, ale staraj się urządzając ogrodowe imprezy czy pikniki jeść na talerzach przyniesionych z domu. Unikaj kupowania napojów w plastikowych butelkach, zastąp je na przykład domową lemoniadą w szklanej karafce. Oczywiście kawę na mieście też możesz wypić z termosu albo własnego kubka. Więcej na ten temat pisałam tutaj

Zamiast używać metalowych i szklanych słomek, można po prostu nie używać ich wcale! 🙂 

1. TALERZ Iittala | 2. TALERZ Essenza | 3. SZTUĆCE Bloomingville

6. Produkty bez opakowań, ale z kiepskimi składami 

Produkty na wagę, bez opakowań to świetny pomysł. Wrzucaj je do wielorazowych toreb i woreczków, o takich. To idealny plan jeśli idziesz po duże zakupy, planujesz kupić warzywa, owoce, orzechy czy strączki (fasola, soja itd). Nie mogę znieść widoku ogórków pakowanych pojedynczo w folie czy sałaty na plastikowej podstawce. Pamiętaj jednak, że nie wszystko co jest sprzedawane na wagę, jest zdrowe. Unikaj bez, ciastek czy wafelków z tłuszczami utwardzanymi i toną cukru. Może i są zero waste, ale przy okazji zero wartości 😉 Podobnie sprawa wygląda z orzechami prażonymi w soli i oleju albo mrożonym surmi czy panierowanymi paluszkami rybnymi. Nie ma też sensu jechać po fasolę na wagę samochodem, do marketu kilka kilometrów od domu. Bardziej zaszkodzisz w ten sposób środowisku niż kupując ją w sklepie za rogiem w foliowym opakowaniu. 

7. Popadanie w przesadę 

Coraz częściej spotykam się ostatnio z terminem less waste. To takie prawie zero waste, ale zakładające, że robimy dla planety najwięcej ile się da bez popadania w przesadę. Myślimy, nie marnujemy, segregujemy, ale nie płaczemy i nie wpadamy w depresję jeśli zdarzy nam się użyć Cifu zamiast octu albo kupić wodę w plastikowej butelce. Rozsądek i metoda małych kroczków to dwie rzeczy, które powinny nami kierować. Nie od razu Rzym zbudowano, nie sposób z dnia na dzień całkowicie przestać produkować śmieci i zanieczyszczenia, ale możesz mocno je ograniczyć, nie utrudniając sobie przy okazji życia. Zresztą jakby głębiej się nad tym zastanowić, to stuprocentowo ekologicznie żyło się w czasach bez samochodów, bez elektryczności i bez sklepów. Nie zależy nam na tym, żeby tam wrócić, ale na tym, żeby tu i teraz podejmować mądre decyzje. A życie składa się z codziennych mikro decyzji – czy wyrzucić spodnie do śmieci, czy oddać koleżance, czy kupić książkę, czy wypożyczyć ją z biblioteki, czy pojechać samochodem, czy rowerem itd. Zaglądaj do second handów zamiast do sieciówek, wrzuć marchewkę luzem do torebki zamiast do foliówki, zainwestuj w szklaną butelkę na wodę, codziennie zrób coś małego, co pomoże światu 🙂 

A jak to wygląda u Ciebie? Jesteś zero waste, less waste ,czy może masz jeszcze inny pomysł na pomaganie środowisku? Są jakieś rzeczy, które nie do końca Cię w tym wszystkim przekonują? Daj znać w komentarzu.