Staramy się nie kupować naszpikowanych chemią kosmetyków. Często wydaje nam się, że jak na opakowaniu jest napisane „eko” albo „bio”, to inwestujemy w samo zdrowie, że producent zadbał o jak najlepsze pochodzenie składników naszego kremu. Tymczasem to nie do końca tak działa. Przeczytaj artykuł i nie dawaj więcej nabijać się w butelkę. 

1. Kosmetyki bio i eko

Te nazwy jadą na tak zwanym „jednym wózku” i obie właściwie nic nie znaczą dopóki nie są poparte odpowiednimi certyfikatami, o których opowiem za chwilę. Nie gwarantują, że skład kosmetyku jest ekologiczny. „Bio”, „eko”, czy „naturalny” właściwie każdy może napisać na opakowaniu, pod warunkiem, że produkt zawiera niedużą ilość produktów pochodzenia naturalnego (olejki, ekstrakty roślinne, śluz ślimaka itd). Cała reszta składu może być, i najczęściej jest syntetyczna. Warto czytać składy. Producenci mają obowiązek umieszczać je na opakowaniach.

Co powinno sprawić, że zapali nam się czerwona lampka? Oto lista najbardziej szkodliwych „dodatków” w naszych kremach:

Benzaldehyde – syntetyczny olejek migdałowy, dodawany do kremów, mydeł w płynie. Jest toksyczny, wywołuje reakcje alergiczne. 

Beta – naphtol – rozpuszczalnik, może uszkadzać nerki, wywoływać zapalenie skóry 

Boric acid (kwas borowy) –  konserwant, toksyczny dla układu nerwowego, rozrodczego, nerek

Diethylene glycol (glikol dietylenowy) – środek utrzymujący wilgotność, znajduje się w rejestrze środków niebezpiecznych, toksyczny dla wątroby nerek, układu nerwowego 

Parabens (parabeny) –  konserwanty, mogą uczulać. O nich, i kilku innych szkodliwych składnikach pisałam tutaj

Toulene (toulen) – Rozpuszczalnik dodawany do perfum, lakierów do paznokci, farb i żelów do włosów. Toksyczny dla układu nerwowego, krwionośnego, może powodować podrażnienia skóry i oczu. 

Tutaj znajdziesz prostą grafikę informującą o tym czego NIE powinny zawierać naturalne kosmetyki. Coś dla wzrokowców 😉 

Zwracaj uwagę na datę przydatności, prawdziwe kosmetyki naturalne, szybciej się psują i mają krótszy termin przydatności 

1. MASŁO SHEA Najel | 2. DEZODORANT Eco Cosmetics

2. Kosmetyki organiczne 

Żeby można było nazwać kosmetyk organicznym, musi on mieć co najmniej 90% składu pochodzenia organicznego, czyli z ekologicznych upraw. Niestety tutaj też czasem się zdarza, że na opakowaniu widnieje niezgodny z prawdą napis od producenta, na przykład z angielska: „organic”. Cóż, ponownie jesteśmy zdani na czytanie składu. Tyle, że w tym miejscu chciałam więcej opowiedzieć o tym, czym w organicznych produktach powinny być zastąpione składniki, których nie można pominąć. 

Substancje aktywne – to grupa składników, które wpływają w sposób rzeczywisty na funkcjonowanie naszej skóry. W konwencjonalnych kosmetykach są to tanie oleje syntetyczne. Pokrywają skórę cienkim, nieprzepuszczalnym filmem, zaburzają funkcje skóry takie jak oddychanie czy metabolizm. Skutki? A, choćby trądzik, zaskórniki, przesuszenie. W kosmetykach organicznych oleje syntetyczne zastąpione są naturalnymi, dodawane są tez ekstrakty z roślin, woda różana, hydrolaty roślinne itp. 

Emulgatory – to preparaty dzięki, którym możliwe jest połączenie fazy wodnej i olejowej. W kosmetykach naturalnych są one pochodzenia roślinnego (w pozostałych mamy cieszące się złą sławą PEG, PPG). 

Konserwanty – dzięki nim kosmetyk nie psuje się po kilku dniach. Kosmetyki organiczne zawierają naturalne konserwanty (olejki, witaminy, ekstrakty), dopuszczane przez jednostki certyfikujące. Jeszcze jednym czynnikiem przedłużającym trwałość jest odpowiednie pH. 

To, że kosmetyk jest organiczny, nie oznacza, że nie będzie Cię uczulał. Zawsze sprawdzaj czy nie posiada w składzie czegoś, na co masz alergię. 


3. Kosmetyki wege

Kosmetyki wegańskie to takie, do produkcji których nie zostały wykorzystane produkty pochodzenie zwierzęcego i oczywiście nie ucierpiały żadne zwierzęta na etapie testów. Pamiętaj, że bycie na diecie wegańskiej (całkowicie wykluczającej odzwierzęce produkty) nie narzuca używania wegańskich kosmetyków. To Twój wybór, możesz nie jeść mięsa, ale na przykład mieć ulubiony, miodowy balsam do ciała. 

Tutaj warto zwrócić uwagę na wspomniane testy na zwierzętach. Wiele komercyjnych, znanych marek produkuje kosmetyki bez składników odzwierzęcych. Tylko teraz należy zadać sobie pytanie, czy mimo wszystko nie były one testowane w laboratoriach, w których torturuje się żywe stworzenia. Mało tego – to że sam krem czy dezodorant nie był testowany, wcale nie musi oznaczać, że jego poszczególne składniki również są „cruelty free”. Tutaj najlepiej zdać się na któreś z tych oznaczeń, są one gwarantem „czystości”. Poza tym zaglądaj do listy marek, które nie testują na zwierzętach. A tutaj jeszcze podobna lista kosmetyków z Rossmana.  

Bycie na diecie wegańskiej nie jest równoznaczne z byciem weganinem. Weganie nie stosują (nie jedzą, nie wklepują w skórę, nie noszą na sobie) niczego co pochodzi od zwierząt, osoby na diecie wegańskiej jedynie nie spożywają produktów odzwierzęcych. 

1. KREM POD OCZY Clochee | 2. KREM Bielenda


4. Certyfikaty 

 Nie każdy ma czas i ochotę znać dokładną listę szkodliwych składników w kremach. Nie zawsze możemy się zorientować po składzie czy dany kosmetyk jest jeszcze bio czy może już organic i ile dokładnie naturalnych składników musi posiadać. Dlatego warto zapamiętać kilka najważniejszych certyfikatów, które nadrukowane na opakowaniu gwarantują, że skład jest uczciwy. 

O certyfikatach wegańskich, marek nietestujących pisałam przed chwilą. Szukaj króliczka albo znaczka Viva.

COSMEBIO – 95-100% wszystkich składników musi być pochodzenia naturalnego, a surowce roślinne muszą pochodzić z upraw ekologicznych. Minimum 10% wszystkich składników musi być organicznych. 

ICEA – kosmetyki w 100% wegańskie, nietestowane na zwierzętach, zawierają tylko certyfikowane, ekologiczne składniki, nie mogą mieć syntetycznych dodatków (konserwanty, barwniki) ani GMO, są hipoalergiczne, a opakowania podlegają recyklingowi.

ECOCERT – minimum 95% składników kosmetyku musi być pochodzenia naturalnego, z czego 50% składników musi pochodzić z upraw ekologicznych. W przypadku kosmetyków organicznych wymóg ten dotyczy 95% składników. Nie można stosować surowców modyfikowanych genetycznie, syntetycznych aromatów i barwników, emulgatorów PEG, a kosmetyki nie mogą być testowane na zwierzętach.

COSMOS – ujednolicony, międzynarodowy certyfikat – zrzesza Cosmebio, EcoCert, BDIH, Soil Association i ICEA. Ocenia nie tylko skład kosmetyków, ale także wpływ, jaki ich produkcja ma na środowisko. Minimum 95% składników pochodzenia rolnego musi być organicznych, można stosować jedynie naturalne barwniki i aromaty roślinne, zakazane jest testowanie na zwierzętach, a opakowania muszą być przyjazne dla środowiska. Istnieją dwa rodzaje certyfikatów COMOS: Organic i Natural

Informacje o certyfikatach pochodzą z portalu doz.pl

Mimo wszystko zachęcam Cię do czytania składów i zwracania uwagi na produkty zawarte w kosmetykach. Certyfikaty są odpłatne, nie wszystkie marki na nie stać, dlatego sugerując się jedynie nimi, możemy przeoczyć niektóre perełki.

Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Ci rozpoznawać to, co faktycznie jest ekologiczne, organiczne, czy wegańskie. Jeśli masz swoje sposoby na oddzielenie kosmetycznych ziaren od plew, podziel się nimi koniecznie w komentarzu!