Łzy kojarzą się przede wszystkim ze smutkiem, rozpaczą, żalem – raczej tym, co negatywne. Ale płacz może nas skutecznie oczyścić z wielu innych emocji. Jak na nas działa i dlaczego nie zawsze trzeba go wszelkimi siłami hamować? Przekonaj się. 

Kap, kap, płyną łzy…, czyli dlaczego właściwie płaczemy?

Płacz towarzyszy nam od pierwszych sekund życia. Początkowo stanowi przede wszystkim sposób komunikowania się z otoczeniem, wyrażania takich stanów, jak głód, zimno czy potrzeba bliskości. Trochę podobnie jest też w późniejszym okresie, kiedy łzy pojawiają się jako reakcja na bezsilność, złość czy poczucie osamotnienia. W skomplikowanym człowieczym systemie regulacji emocji, płacz pełni istotną funkcję. Naukowcy wskazują na dwa istotne jego etapy: najpierw pojawia się stan pobudzenia i aktywizacji układu współczulnego, a następnie stan równowagi i zwiększonej aktywności układu przywspółczulnego. To nagła zmiana, która wywołuje spadek poziomu adrenaliny i rozluźnienia, powoduje pojawianie się łez czy wręcz szlochu. Częstotliwość takiego mechanizmu zależy od wielu czynników, w tym temperamentu, poziomu wrażliwości czy nabytych na etapie socjalizacji mechanizmów.

Płacz zawsze jest sygnałem, że coś ważnego dzieje się w naszym życiu. Coś, czemu należy poświęcić uwagę, czego w żaden sposób nie da się już upchnąć gdzieś w sobie, zapomnieć. Płacz bywa najczęściej aktem odwagi, sposobem na to, żeby poczuć ulgę czy rozładować napięcie. Eksperci w dziedzinie psychologii emocjonalnej stwierdzają jednoznacznie, że w chwilach rozgoryczenia lub poważnych problemów właśnie płacz jest jednym z najbardziej polecanych i skutecznych rozwiązań. Nie warto tłumić łez – przyniosą ogromną, fizycznie odczuwalną ulgę, mającą niezwykle silne działanie uzdrawiające. Każda funkcja naszego organizmu ma jakieś konkretne przeznaczenie. I nie inaczej jest właśnie z płaczem. To naturalny ludzki mechanizm, więc jego powstrzymywanie jest wręcz przeczeniem naturze. Jeśli zawsze będziesz starał/a się ukryć swoje łzy, nie uda Ci się uwolnić od swoich negatywnych emocji. Co więcej, będą one się tylko nawarstwiać, odkładane gdzieś w czeluści podświadomości. Z własnego doświadczenia wiem, że prędzej czy później będą musiały znaleźć dla siebie ujście. Na przykład w sytuacji, w której kompletnie nie spodziewasz się momentu załamania. Płacz zawsze sprawia, że organizmie nie dochodzi do nadprodukcji kortyzolu, czyli hormonu stresu. Jest rodzajem przecinka, który pozwala nam wyrzucić z siebie wszystko, co złe, przepłakać to, zamknąć za sobą i rozpocząć kolejny etap. 

Socjolog Natalia Tur mówi: “Jestem zwolenniczką płakania. Gdybyśmy więcej jako społeczeństwo pozwalali sobie na łzy, tym mniej byłoby depresji, czyli blokowania tych uczuć.”

1. KSIĄŻKA “Poznaj siebie. Karty emocji” K. Miller J. Olekszyk
2. KSIĄŻKA “Czując. Rozmowy o emocjach” A. Jucewicz

Płacz nie tylko ze smutku

Chociaż płacz kojarzy się zazwyczaj z tym, co negatywne, pojawia się i przynosi ulgę nie tylko w przypadku smutku, tęsknoty bądź rozżalenia. Płakać można przecież też ze szczęścia, z ogromnej ulgi, że pewien trudny etap już się za nami zamknął i jesteśmy wolni. Jeśli kiedykolwiek wyszłaś/wyszedłeś z dali po trudnym egzaminie, do którego przygotowywałaś/przygotowywałeś się tygodniami i poczułaś/poczułeś jak łzy napływają Ci do oczu, na pewno wiesz, o czym mówię. Co ciekawe, socjolog Natalia Tur podkreśla, że osoby, które unikają płaczu, częściej popadają w złość. Widać to świetnie na przykładzie kobiet i mężczyzn. Te pierwsze wyładowują swoje emocje dzięki łzom, podczas gdy druga grupa… zdecydowanie częściej popada we frustrację.

Jak płakać, żeby poczuć ulgę?

Przede wszystkim pozwól sobie na to. Tak po prostu – daj sobie zgodę na to, żeby popłakać. Nie mów sobie “nie becz, głupia” albo “ryczysz jak baba”. Doceń oczyszczającą moc płaczu i “wyciągnij” z tego doświadczenia jak najwięcej. Skup się nie samych łzach, a na tym, co pojawia się w Twoim umyśle w reakcji na taki rodzaj uwolnienia emocji. Czujesz żal z powodu straty, tęsknotę, a może jest Ci wstyd? Przyznaj się do tego i popłacz sobie, aż Twój organizm sam przestanie (łzy przestaną napływać, a oddech się uspokoi). To pierwszy krok w stronę pogodzenia się z sytuacją i zamknięcia jej za sobą. 

Co bardzo ważne, absolutnie nie staraj się cenzurować swojego płaczu. Uwolnij z siebie wszystkie dźwięki i gesty, które same się nasuną – nie blokuj tego. Chciałabym, żebyś też zrozumiał/a, że płakać może każdy, bez względu na płeć, stanowisko, zasobność portfela. Dotyczy to zarówno mężczyzn, którzy na etapie socjalizacji często uczeni są, że chłopcom nie wypada płakać, jak i osoby, którym generalnie dobrze się wiedzie w życiu i które nie powinny mieć żadnego powodu do płaczu. W naszej kulturze łzy są traktowane trochę jak objaw słabości (“co się tak marzesz”, “nie rozklejaj się”) i przejaw dziecinnej reakcji. Nie daj sobie wmówić, że tak jest.

Dobrze, jeśli będziesz podczas płaczu sam/a – w Japonii wymyślono nawet „hotele płaczu”, żeby każdy mógł podczas tego aktu być w odosobnieniu, bez skrępowania i lęku o to, że zostanie uznany osobę za mało profesjonalną, niewystarczająco odporną psychicznie czy użalającą się nad sobą. Świetnie działa jednak też płacz w towarzystwie osób, którym ufamy. Ich akceptacja (przysłowiowy rękaw, w który można się “wysmarkać” 😉 ), to dla nas jasny sygnał, że wszystko z nami w porządku, że mamy prawo i możliwość na chwilę się “rozkleić”.

1. KSIĄŻKA “Sprawność emocjonalna” S. David | 2. KSIĄŻKA “Smutek. Analiza psychologiczna” A. Rynkiewicz

Przeczytaj: