Niektórzy łapią się za głowę, słysząc o tym, że w swoim warszawskim mieszkaniu opiekuję się 8 kotami. Szczerze? Czasem mam wrażenie, że to one opiekują się mną, wprowadzając do mojego domu wyjątkowe wibracje. Bez wątpienia jest nam ze sobą dobrze i żadnemu z nas – ani mnie, ani moim kotom – nie brakuje niczego. Co warto wiedzieć o opiece nad liczną kocią gromadką? 

1. Każdy kot musi mieć swoje miejsce 

Mieszkam w mieszkaniu w mieście, ale żadnemu z moich 8 kotów nie brakuje przestrzeni. To, co jest moim zdaniem najważniejsze, to respektowanie tego, że każde zwierzę (nie tylko w ramach gatunku, ale też jednostkowo) ma swoją osobowość i własny upodobania. Staram się zapewnić swoim kotom maksimum intymności i swobody. Chcę, żeby czuły, że każde z nich ma swoje miejsce. Co to oznacza w praktyce? Zapewnienie kotom przestrzeni… w pionie. Mam kilka drapaków z półkami i oraz legowiska umieszczone pod sufitem. Ważne by w miar możliwości rozkładać też przedmioty na półkach tak, żeby koty mogły swobodnie po nich wchodzić (nie zawsze się to udaje więc czasem zdarzy się kraksa ;). Zazwyczaj zostawiam otwarte drzwi na balkon (jest w całości zabezpieczony siatką). Warto też zadbać o to, żeby koty miały swój komplet akcesoriów i żeby kuwety były ustawione w mieszkaniu w taki sposób, żeby koty mogły z nich skorzystać w poczuciu intymności – moje stoją w łazience. 

2. Koty trzeba brać pod uwagę na wypadek nieobecności, wyjazdów, pracy poza domem

Jestem aktywna zawodowo poza mieszkaniem, sporo podróżuję, miewam całodzienne projekty na planie czy wyjazdowe warsztaty. To jest pewną przeszkodą jeśli chcesz mieć jednego kota, ale nie kiedy planujesz lub masz ich kilka. Wbrew pozorom kotowate wcale nie są takimi samotnikami, za jakie je uważamy. W naturze wiele z nich żyje w rodzinach, a także w domu koty lepiej się czują w towarzystwie, oczywiście o ile odpowiednio przeprowadzimy proces ich socjalizacji (koniecznie obejrzyj mój film na ten temat, który opublikowałam na YouTubie). Ja swoim kotom daje mnóstwo miłości i zrozumienia i widzę, że to przynosi pozytywny skutek, wpływając również na nie: dobrze się ze sobą dogadują, a wszelkie “wojny” między nimi tak naprawdę szybko się kończą i wpisują raczej w formułę zabawy. Nie należy jednak ignorować kwestii długich nieobecności poza domem. Ja w takich sytuacjach korzystam z pomocy zaufanych ludzi, którzy doglądają mojego kociego towarzystwa, karmią je czy dbają o czystość. Zdarzyło mi się zabierać koty w podróż (oczywiście, kiedy było ich zdecydowanie mniej), ale wiem, że czują się znacznie lepiej w naszym mieszkaniu niż w trasie.

3. Nie można iść na kompromisy w kwestii kociego zdrowia

Decydując się na opiekę nad kilkoma kotami, musisz się liczyć z koniecznością wydawania znacznie większej sumy pieniędzy niż w przypadku jednego zwierzaka pod dachem. Ja z powodu oszczędności nie zamierzam rezygnować z tego, co dla moich kotów najlepsze, zwłaszcza w kontekście ich diety czy zdrowia. Od 2 lat stosuję karmy Dolina Noteci, które moi podopieczni wcinają tak, że dosłownie trzęsą im się uszy. Nie są drogie, mają najlepsze składy i można je kupić w dużych puszkach (na szczęście dla mnie!) a także wygodnych saszetkach. Jak kupuję mokrą karmę Dolina Noteci Superfood z mięsem, rybami, skorupiakami – mięsożerne z natury zwierzęta po prostu muszą mieć zróżnicowaną dietę o takim składzie. 

4. Uwagę i miłość musisz dzielić równo pomiędzy wszystkie koty 

Kolejna kwestia jest rozwinięciem tego, o czym już wspomniałam: miłości. Z kotami naprawdę jest jak z dziećmi: jeśli chcesz, żeby wszystkie Twoje koty czuły się szczęśliwe pod Twoim dachem, dziel pomiędzy nich równo swoją uwagę. Nie traktuj ich jak gromady zwierząt, która stanowi całość. Każdy mój kot to indywidualista: Atena, Pandora, Leonardo, Luna, Apollo, Merlin, Freja i Zefir – każdy z nich jest inny. Przyglądam się im się, poznaję i respektuję ich charaktery, mam do nich różne podejście – na przykład jeden z kotów może potrzebować większej ilości pieszczot, a drugi za nimi nie przepadać; jeden kot może świetnie znosić Twoją nieobecność, a inny obrażać się przez jakiś czas po Twoim powrocie. Np. Pandora nie lubi tłumów, jest bardzo prywatna, a Leonardo jest bardzo hej do przodu. Atena lubi delikatne głaskanie, a Apollo lubie jak się go miącha na wszystkie strony – rozumiesz o co mi chodzi? Jeśli zadbasz o to, żeby znaleźć czas i odpowiednie podejście do każdego ze zwierząt, na pewno będą czuć się zadbane i szczęśliwe. 

5. Weź pod uwagę kwestie sprzątania

Jak pewnie wiesz, już jeden kot wystarczy, żeby w domu wszystko przewróciło się do góry nogami. Kwestie sprzątania, intensywnych zapachów, sierści na kanapie i kocach – to wszystko trzeba sumiennie przemyśleć przed decyzją o podjęciu się opieki nad zwierzakiem. Chcesz mieć kilka kotów? To każdy z tych problemów pomnóż przez ilość zwierząt, o jakiej marzysz 😉 Kiedy brałam pod swój dach każdego kolejnego kota wiedziałam, co mnie czeka, ale byłam na to gotowa i bardzo tego chciałam. 8 kotów to 8-krotnie częstsza konieczność wymiany żwirku w kuwecie, czyszczenia misek, wietrzenia mieszkania, odkurzania i sprzątania ziemi wygrzebanej z doniczek. Ja oprócz pilnowania higieny (a to już dużo daje!) i wietrzenia, korzystam ze świec zapachowych i kadzidełek. Zadbaj też o zmianę żwirku – ja używam naturalnego, drzewnego, takiego który można spuszczać w toalecie. DOSKONALE pochłania nawet intensywne zapachy. Jak doskonale przekonałam się ostatnio, kiedy pierwszy raz od kilku lat, zapomniałam na czas zrobić zakupy i musiałam skorzystać z zapasowego zwykłego, tradycyjnego żwirku, piaskowego. Zapach był  n i e  d o  w y t r z y m a n i a… Zapomniałam już, że w ogóle może tak być! Także jeśli masz problem z kocim zapachem w domu, prawdopodobnie coś robisz źle, pytanie tylko co? 😉

Jak widzisz, kluczowa jest świadomość, organizacja i dobre podejście, żeby żyć wygodnie i szczęśliwie z kilkoma pod jednym dachem. Ja i moje zwierzęta szanujemy się wzajemnie i uczymy od siebie wiele, chociaż nie zawsze jest łatwo. Nie będą udawać, że nie ma trudnych momentów, jak na przykład kiedy przyjęłam do domu Zefira z domu tymczasowego i przez 3 tygodnie wszystkie koty zachorowały na koci katar. Albo innym razem kiedy wszystkie miały biegunkę… wyobrażasz to sobie? 😀 Powiem Ci tyle: nie sądzę… 😉 Nigdy nie żałowałam jednak decyzji o przyjęciu pod swój dach kilku kotów. Powiem więcej, nawet więce to zdecydowanie jeden z najlepszych wyborów w moim życiu! I muszę Ci coś zdradzić – ten moment kiedy budzę się rano i otacza mnie gromadka, puchatych, mruczących pyszczków – BEZCENNY!